Wyszukiwanie

:

Treść strony

Przejazd

Bartek Kulik

Pustynia, autostrada, dobry burbon w plecaku…

Autor tekstu: Hanna Grewling
Ilustracja: Marcin Kulik
09.09.2017

Z Bartkiem Kulikiem rozmawia Hanna Grewling

27 marca odbyła się premiera płyty „Bartek Kulik i Późne Lato”, a zespół został zwycięzcą plebiscytu „Nadzieja Roku” pod patronatem Radia GRA. Czym dla Ciebie jest nowa płyta i jakie masz związane z nią nadzieje?

Nie mam żadnych specjalnych oczekiwań. Staraliśmy się zrobić dobrą płytę, myślę, że się chyba udało. Od strony muzycznej ogromna w tym zasługa zespołu. Jeśli chodzi o oddźwięk - na sukces rynkowy składa się wiele czynników, tylko jeden z nich to dobry album. Zobaczymy. Oczywiście, że bym chciał, szczególnie, aby kapela poczuła się doceniona. U siebie zaś zauważyłem, że satysfakcja z grania zaczyna się przesuwać w jakąś inną stronę, coraz mniej rzeczy, które wydawały mi się wcześniej istotne w tej zabawie, sprawiają mi frajdę, za to zaczynają cieszyć elementy, które kiedyś wydawałyby się drugoplanowe.

 

Pamiętam, że około 2000 roku w klubie Elana na ulicy Szczytnej byłam na koncercie zespołu Bartek Kulik i Pepa Singer (nagraliście płytę pt. „Gracz”), także w klubie CWC Wicza na Rynku Staromiejskim pamiętam Ciebie na koncercie wraz z Pascalem Barrym (płyta „In Between”), następnie słyszałam wiele koncertów zespołu Disparates (od 2007 roku). Czym dla Ciebie były lub są tamte grupy, projekty muzyczne, jak układała się współpraca z muzykami, co się zmieniło? Czy obecny skład zespołu jest już ostateczny, czy będziecie go rozszerzać lub zmieniać w jakiś sposób? W jakim kierunku pójdzie Wasza muzyka? Czy nastąpi kontynuacja zespołu Disparates, albo będzie działać równolegle z Późnym Latem, lub może też zmieni się wszystko w jeszcze inny projekt muzyczny?

Zapewne Disparates to projekt najistotniejszy, zagraliśmy blisko sto koncertów wspólnie, nagraliśmy dwie płyty, które poszły do ogólnopolskiej dystrybucji, jakoś tam zżyliśmy się ze sobą. Zespół tkwi w zawieszeniu od dłuższego czasu, ale być może niebawem się to zmieni, myślimy cały czas nad nim. Późne Lato powstało po to, by nie popaść w skrajny eklektyzm muzyczny. Założenie było takie, że Disparates ogarnie cięższą, brudniejszą część naszego grania, Późne Lato delikatniejszą, eteryczną. Co do zasady uważam, że pomysł był słuszny. Żeby tylko czasu na to wszystko było więcej. Projekt z Pascalem wyszedł spontanicznie podczas wynajmowania wspólnie mieszkania w trakcie mojego pobytu w skądinąd obskurnym angielskim Swindon. Wieczorami biesiadowaliśmy, graliśmy i nagrywaliśmy. Udało mi się go ściągnąć na jeden koncert do Polski. Pepa to były zupełne początki, które ze względów szczególnie towarzyskich też wspominam bardzo miło, choć nie mogę słuchać swoich piosenek z tamtego okresu, chodzi mi szczególnie o warstwę tekstową ;). Co do przyszłości przyznam, że nie wiem. Chciałbym, aby Późne Lato nie było projektem jednej płyty, ale nie wykluczam, że tak może się stać. Disparates zależy od chłopaków, jeśli oni będą chcieli go kontynuować i będą mieli pomysł na siebie w tym projekcie, ja na pewno wykrzeszę z siebie, ile mogę. Ostatnio trochę zacząłem się bawić elektroniką i kto wie, czy nie powstanie jakaś EP-ka, w nieco odrębnym klimacie.

 

Ostatnio nagraliście teledysk, kto wymyśla koncepcję, obraz?

Za pierwszy klip Późnego Lata odpowiadał Jędrzej Bączyk, za drugi, którego premiera będzie miała miejsce na początku września, Damian Daniłowicz. Chłopaki znają się na rzeczy, więc staram się za bardzo nie wtrącać. Teksty dają pewną przestrzeń interpretacyjną, więc dla mnie to też jest pewna frajda popatrzeć, jak ktoś je odczytuje po swojemu i tworzy do tego obraz.

 

A kto zajmuje się projektami okładek?

Karolina Cecot, bardzo zdolna graficzka, tatuatorka z miasta stołecznego. Okładka, grafika czy dziara - polecam w stu procentach.

 

Można Was posłuchać w programach radiowych. Czy planujecie trasę koncertową z nową płytą?

Chciałbym, ale najprawdopodobniej będzie to łącznie kilka koncertów: lato/jesień, nie zaś klasyczny tour, na który być może moglibyśmy sobie pozwolić przy większej rozpoznawalności projektu. Generalnie granie koncertów klubowych bez mocnego zaplecza jest zajęciem dość mocno karkołomnym w naszym kraju. Nie mam ochoty na walkę z wiatrakami, przynajmniej nie na tym gruncie. Choć z drugiej strony trzeba przyznać, że nic tak nie werbuje realnych fanów, jak dobry koncert w miłych okolicznościach. Tak trochę było z Disparates, kapela więcej grała na południu niż chociażby w rodzimym Toruniu i tam cieszyła się też sporo większą rozpoznawalnością.

 

A teraz przejdziemy do tak zwanej etymologii. Pochodzisz z Pruszcza Gdańskiego. Za jaką sprawą znalazłeś się w Toruniu?

Urodziłem się w Gdańsku, wychowałem w Pruszczu Gdańskim. Do Torunia jak wielu przyjechałem na studia.

 

Czy pamiętasz, kiedy zacząłeś pisać? Co spowodowało, że Bartek Kulik postanowił przetwarzać siebie na papierze?

Jakoś w podstawówce, będąc harcerzem, zapragnąłem otrzymać odznakę pisarza, były takie. Zresztą dorobiłem się jeszcze jednej – tancerza, co zakrawa na ironię, bo obecnie jestem typem stricte barowo-stolikowym. Pierwsze rzeczy z potrzeby ducha zaczęły powstawać na przełomie podstawówki i liceum, były to jakieś grube psychodeliczne loty, nie sądzę, że byłbym w stanie teraz przez nie przebrnąć.

 

Czy piszesz spontanicznie? Czy masz swoje ulubione miejsce, azyl twórczy?

Tekściarzem bywam średnio raz, dwa razy w miesiącu. Nie piszę spontanicznie, jest to pewien proces przeobrażania się, który ma swoje rytuały. Mam miejsce, które mogę i czasem adoptuję na taki swój azyl twórczy. Potrafię na szczęście także od czasu do czasu wyłączyć się na czynniki zewnętrzne w mniej sprzyjających twórczej pracy okolicznościach, szczególnie gdy czas nagli. Generalnie jest z tym trochę jak z przechodzeniem przez magiczne lustro, którego staram się nie nadużywać - bo mogłoby spowszednieć, przestać smakować, a tak jest nadzieja, że chęci i zasobów starczy jeszcze na lata ;).

 

Piszesz piosenki, choć nazwałabym je niewątpliwie tekstami poetyckimi. Niebywała przestrzeń, nade wszystko międzywersowa, uwodzi słuchacza/czytelnika, który od razu chce wędrować razem z autorem, by potem nagle poczuć, że został sam i musi znaleźć drogę wyjścia... Każdy według swojego uznania. Czasem są to mroczne i zawiłe ścieżki, przez które prowadzisz... Pojawiają się także w Twoich tekstach silnie motywy drogi (Francja, Anglia, Turcja, Krym, Odessa...), podróże senne/surrealistyczne („Latawiec”,) oraz nawiązania literackie (Hugo, Flaubert, Hesse, Dostojewski, Molnár, Burroughs, Cervantes, Lindgren...). Czy Twoje piosenki są przetworzeniem autentycznych wędrówek i upodobań literackich?

Na ostatnim albumie było tak, że to tekst podążał za muzyką. Proces pisania rozpoczynał się od szkiców, które nasuwała muzyka, od słów kluczy. Staram się nie ograniczać wyobraźni, ale też pilnować, by trop był w miarę czytelny. Obrazy, motywy drogi, które można odnaleźć, są autentyczne, choć oczywiście uległy pewnym przetworzeniom, wykrzywieniom. Próbuję splatać te fotografie z archiwum pamięci z wytworami wyobraźni. Trzeba także pamiętać, że tekst piosenki to nie do końca wiersz, przede wszystkim nie jest to byt samoistny. Nawet najlepsza część słowna piosenki, jeśli nie współgra w najmniejszych detalach z muzyką, nie będzie częścią dobrej całości. Co do wspólnej wędrówki, bardzo mnie to cieszy, jak ktoś ma ochotę wejść głębiej w tekst, przejść go na swój własny sposób, czasami odkrywając zupełnie nowe znaczenia, często bardzo dla mnie zaskakujące. Z autorów, których wymieniłaś, najbliższy jest mi Hesse.

 

Z tekstów piosenek wynika, że jesteś i czujesz się wędrowcem. Jakie masz marzenia podróżnicze? Co chciałbyś jeszcze w życiu zobaczyć?

Teksty rzeczywiście były często pisane w różnych okolicznościach i miejscach, ale prawda jest taka, że w tym momencie swojego życia prowadzę tryb raczej osiadły. Nie zmienia to faktu, że są miejsca, które z chęcią bym odwiedził. Zawsze ciągnęło mnie na Wschód, ale ostatnio nachodzi mnie ochota, by odwiedzić Stany. Raczej w ich południowej odsłonie. Pustynia, autostrada, dobry burbon w plecaku - te klimaty ;).

 

Ponieważ nie pochodzisz z tego regionu, czy zdołałeś oswoić miejsce, w którym żyjesz obecnie? Czy masz swoje ulubione miejsce na Pomorzu i Kujawach?

Jeśli chodzi o kwestie krajobrazowe, to uwielbiam góry, siłą rzeczy jest z tym tutaj problem. Mieszkając w Pruszczu Gdańskim, miałem chociaż nieopodal wielką hałdę fosforu. Ostatnio przeprowadziłem się na wieś, ale generalnie lubię Toruń.

 

W piosenkach z ostatnich dwóch płyt pojawiają się nazwiska Komedy i Wertyńskiego oraz nawiązania do Modiglianiego oraz filmów: „Siódma pieczęć” Bergmana, „Ostatnie tango w Paryżu”... Jakie są Twoje ulubione lektury, filmy, muzycy? Na czym wychował się Bartek Kulik?

To są raczej luźne nawiązania, staram się nie śpiewać o tym, co przeczytałem czy obejrzałem, a już na pewno nie bezpośrednio. Muzycznie wychowałem się - jak wielu obecnych trzydziestoparolatków - na Depeszach, Doorsach, grunge’u z Seattle i punku z Ustrzyk, bliska mi też zawsze była tak zwana piosenka literacka. Mnóstwo rzeczy było na topie w różnych okresach. Teraz piłuję cygański swing w stylu Django Reinhardta i gdybym miał czas oraz znalazł odpowiednie osoby, z chęcią stworzyłbym takie Trio de Lubicz ;). Jeśli chodzi o literaturę, bardzo szybko wpadli mi w ręce Camus i wspomniany już Hesse, więc muszę chyba ich postawić w pierwszym rzędzie jako tych, którzy rzeczywiście mieli na mnie duży wpływ - szczególnie na początku drogi, później może jeszcze Kundera. Jeśli miałbym wymienić jeden tytuł, to tu też nie będę oryginalny: „W poszukiwaniu straconego czasu” Prousta.

 

Czy poprzez swoje teksty kultywujesz pamięć m.in. o sobie z jakiegoś dawnego czasu, o minionych wydarzeniach, o czymś, co chciałbyś, żeby teraźniejszość nie zniszczyła? Czy podążamy za Twoimi dawnymi śladami? Dokąd chcesz zabrać słuchacza?

Przyczyny, które powodują, że chętnie wracam do przeszłości, są różne. Najistotniejsza jest zapewne ta, że jestem z natury dość sentymentalną bestią. Z wieloma z tych postaci, które gdzieś tam znalazły się na mojej drodze i które teraz pływają pod innymi banderami, z chęcią bym się spotkał, napił, pogadał. Często też używam minionych obrazów, by opowiedzieć o teraźniejszości. Jeszcze w wieku nastoletnim miałem tendencje do wyobrażania sobie siebie zrzuconego gdzieś w przeszłość, w jakiś wojenny czy rewolucyjny zamęt. Teraz też kręci mnie dotykanie miejsc i rzeczy, które mają już swoją własną solidną opowieść. Pewnie dlatego jednymi z pierwszych punktów, jakie eksploruję w nowo odwiedzanych miastach, są stare cmentarze ;).

 

Wiem, że założyłeś rodzinę. Jak godzisz pracę muzyka, kompozytora, autora tekstu z relacjami rodzinnymi? Jak na to wszystko znajdujesz czas?

Jest to oczywiście kwestia kompromisów. Ostatnio tak się składa, że mam bardzo duży deficyt czasu, co przekłada się na stosunkowo niewielką jego ilość poświęconą tzw. pracy twórczej. Gdy dochodzi do tematów studyjnych, wydawniczych, koncertowych, staram się tak układać rzeczy, by wysupłać jego większą ilość.

 

Czy któreś z Twoich dzieci odziedziczyło po Tobie skłonności muzyczne?

Bruno skończył właśnie pierwszą klasę na bębnach, Kosma jest jeszcze malutki, ale już bardzo wrażliwy na muzykę, szczególnie lubi, co ciekawe, rzeczy cięższe i smutniejsze, więc kto wie?

 

Może w przyszłości zagracie razem?

Może, są na świecie takie przypadki :).

 

Czy planujecie już następną płytę?

Nie. Są już jakieś nowe numery, ale na pewno nic nowego z żadnym z projektów w tym i przyszłym roku nie wyjdzie.

 

Czy jest ulubiona - z własnych - piosenka Bartka Kulika?

Nie mam jakiegoś jednego ulubionego numeru. Jeśli chodzi o ostatnią płytę, wydaje mi się niesamowicie równa, co jest jej niewątpliwym plusem, jak i minusem w kontekście tematów promocyjno-radiowych, ujmując rzecz wprost – nie ma outsiderów ani hitów w showbiznesowym rozumieniu.

 

Jakie jest credo życiowe Bartka Kulika?

Nie mam takiego. Jak już miałbym na siłę coś przytoczyć, to jest coś w nieco pachnącym Orientem „nie chcieć zbyt wiele” Kołakowskiego.

 

Bardzo skromne i odpowiednie credo na te czasy :). Dziękuję za rozmowę.

 

 

Wiersze Bartka Kulika

 

 

Artykuł powstał w ramach "Miejsc wspólnych" – cyklu poświęconego poetom z regionu kujawsko-pomorskiego, na który przyznano autorce stypendium Marszałka Województwa Kujawsko-Pomorskiego.

 

Informacja o finansowaniu strony internetowej

Portal współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Dolne menu strony

Stopka strony

(c) menazeria.eu - wszelkie prawa zastrzeżone
do góry