Wyszukiwanie

:

Treść strony

Media

Joanna Trzepiecińska - gość specjalny Salonu Poezji

Salon Poezji: Eros tańczy z Tanatosem. Wiersze Haliny Poświatowskiej

Ilustracja: Anna Wiśniewska
25.01.2019

6 stycznia br. w Teatrze im. Wilama Horzycy w Toruniu odbyło się kolejne spotkanie Salonu Poezji pt. „Eros tańczy z Tanatosem”, a poświęcone zostało twórczości Haliny Poświatowskiej.

Już sama nazwa spotkania poetyckiego odzwierciedla dramat życia poetki, które odcisnęło się na całej jej twórczości. Poświatowska zachorowała jako dziecko na ostrą anginę i w wyniku powikłań ucierpiało jej serce. W tamtych czasach nie było jeszcze przeszczepów, a operacje serca często należały do eksperymentalnych. Operacja, którą przeprowadzono na pacjentce w Stanach Zjednoczonych, przedłużyła jej życie o dziewięć lat. Autorka wiersza „ptaku mojego serca” umarła młodo, choć intensywnością życia mogłaby obdzielić wielu.

Poetka żyła z wyrokiem, musiała więc uważać na siebie, często uspokajać skołatane serce. Jej życie powinno było być spokojne, jednak paradoks polegał na tym, że kiedy jest się w zawieszeniu – jedni popadają w depresję, inni chcą doświadczać każdej chwili. Poświatowska należała do tych drugich. Chciała żyć. W dodatku można powiedzieć, że była podwójnie oswojona ze śmiercią. Po dwóch latach wczesnego małżeństwa zmarł jej mąż, również chory na serce. Nie zdążyła więc zaznać rutyny w miłości, która jawiła się u niej ciągle jako silna i pierwsza i tak też przedstawiała ją w swojej twórczości. Nie wiemy, jak zauważył Jan Marx – krytyk i eseista, czy gdyby jej mąż żył, nadal pisałaby o miłości, a przede wszystkim jak? Toteż wiersze miłosne Poświatowskiej - zmysłowe, cielesne, bez pruderii, kokieterii, świeże, obrazowe, jakby łapane tu i teraz, nie mają sobie równych. Szczere, bez ozdób, celują prosto w nasze serca.

W niedzielnym Salonie Poezji mogliśmy usłyszeć kilka listów, m.in. do Ireneusza Morawskiego oraz wiersze pochodzące z różnych okresów twórczości poetki (zadania podjęła się Beata Banasik - kierownik literacki Teatru im. W. Horzycy), m.in. z debiutanckiego tomiku „Hymn bałwochwalczy” o incipitach:  *** („w twoich doskonałych palcach”), ***  („jestem dla ciebie czuła”), *** („chcę pisać o tobie”), *** („Powiedziałeś: przyjdę do ciebie nocą…”) oraz „Wieczny finał”, a także słynny: ***  („Jestem Julią”), w którym poetka  wyznaje: „(…) dotknęłam kiedyś miłości/ miała smak gorzki/ jak filiżanka ciemnej kawy/ wzmogła/ rytm serca/ rozdrażniła (…)”, „Dysonans”, w którym napisała: „świat jest taki mały/ świat ma tylko dwa piętra/ na wyższym jesteś ty (…)/ mozolnie po schodach/ idę w długiej koszuli (…)/ za mną/ idzie wieczność/ (…) stajemy pod twoimi drzwiami/ (…) łapczywie chwytamy oddech/ liczymy raz… dwa… trzy…”.

Spośród wierszy z lat 1956-1958 usłyszeliśmy: *** („mam ciebie w roztańczonej krwi”),  z tomu: „dzień dzisiejszy”:  *** („kto potrafi”), *** („bądź przy mnie blisko…”), *** („w środku mnie"), gdzie: "rozrasta się drzewo/ gałęzie ciasno/ przylegają do moich żył/ korzenie/ krew moją piją/ brunatnieją (…)” lub: *** („tak lekko) (…) ziemi/ oddać siebie/ tak bardzo/ że już niczym nie zostać/ i nigdzie”, a z wierszy z lat 1958-1962 wybrano: *** („kochanie”).

Teksty Poświatowskiej, mimo że oddychają miłością i śmiercią, wyrażają  pragnienie życia. Toteż w wierszu *** („kto potrafi”) poetka zadaje ważne pytanie: „kto potrafi/ pomiędzy miłość i śmierć/ wpleść anegdotę o istnieniu”. Niby nic, ot – takie wątłe istnienie, traktowane jako wydech, coś co szybko zniknie…, ale któż z nas potrafi bardziej docenić życie jak ten, kto wie, że zaraz osiągnie swój kres? Dlatego poetka napisała: *** („zawsze kiedy chcę żyć krzyczę) / gdy życie odchodzi ode mnie/ przywieram do niego/ mówię – życie / nie chodź jeszcze” lub w wierszu o incipicie *** („nie potrafię być tylko człowiekiem”): „(…) ciekawością nacięłam korę/ oszlifowałam zastygłe żywiczne krople/ żywą tkankę zamieniam codziennie/ na świecące próchno słów”. Inne wiersze z tomu „Oda do rąk”, których wysłuchaliśmy to: „Wietnam 1965”, *** („drzazga mojej wyobraźni”), *** („jeśli zechcesz odejść ode mnie”), *** („tutaj leży izold jasnowłosa”).

„Słowa, słowa, słowa…”, którymi obficie obdarowała nas poetka wydano w tomie pośmiertnym „Jeszcze jedno wspomnienie”. W Salonie Poezji przeczytano: *** („więc jesteś jesteś jesteś”), *** („nie wiem co kocham bardziej”), *** („z takich nitek uplątane jest ciało”), *** („czym jest śmierć”), *** („żyje się tylko chwilę”), *** („jak ogień trawi lekkie drzewo”), a także dramatyczny wiersz o chłodnym (szpitalnym?) zapisie:  *** („Halina Poświatowska to jest podobno człowiek)/ i podobno ma umrzeć jak wielu przed nią ludzi/ Halina Poświatowska właśnie teraz się trudzi/ nad własnym umieraniem/ (…) Halina Poświatowska – te trochę garderoby/ i te ręce – i usta co nie są już głodne” oraz jeden z piękniejszych, w którym słowa brzmią jak zaklęcie: *** („kiedy umrę kochanie)/ gdy się ze słońcem rozstanę/ i będę długim przedmiotem raczej smutnym/ czy mnie wtedy przygarniesz/ ramionami ogarniesz/ i naprawisz co popsuł los okrutny/ (…) patrząc w płomień kochanie/ myślę, co się też stanie/ z moim sercem miłości głodnym/ a ty nie pozwól przecież/ żebym umarła w świecie/ który ciemny jest i który jest chłodny”.

Salon Poezji z Halina Poświatowską nie odbyłby się, gdyby nie piękne interpretacje trzech aktorek: zaproszonego gościa – Joanny Trzepiecińskiej (ukazującej Poświatowską jako pełną energii życia (sic!), drażniącą się z Tanatosem), Matyldy Podfilipskiej (głos poetki przeczuwający śmierć, cichy jego oddech, zamyślenie), Jolantę Teskę (autorka przedstawiona jako zdystansowana, oswojona ze śmiercią, poważna i pogodzona). Zmysłowości kobiecej, a także smutku, która jest obecna w wierszach Poświatowskiej dopełniła gra na wiolonczeli w wykonaniu Katarzyny Beresińskiej.

W czasie spotkań można było także zakupić poezję (nie tylko bohaterki Salonu) ze zbiorów Toruńskiego Antykwariatu Księgarskiego  Aldony Mackiewicz (któż z miłośników książek nie pamięta jej Taty z czasów antykwariatu na ulicy Podmurnej?), a o atmosferę kawiarnianą zadbała mobilna „Wejściówka”.

Na  koniec pozostaje mi dodać, że jeden kobiecy głos z publiczności poprosił JoannęTrzepiecińską (która obiecała się przygotować i gotowa powrócić do Teatru im. W. Horzycy) o zanucenie piosenki  z tekstem Haliny Poświatowskiej *** („Marianne c’est la petite”). Tymczasem, możemy jej posłuchać w przepięknym wykonaniu Wandy Warskiej i z niezrównaną muzyką Andrzeja Kurylewicza.

 

​(Wszystkie cytaty pochodzą z książki: Halina Poświatowska, "Wszystkie wiersze", Wydawnictwo Literackie 2010.)

 

Informacja o finansowaniu strony internetowej

Portal współfinansowany ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego

Dolne menu strony

Stopka strony

(c) menazeria.eu - wszelkie prawa zastrzeżone
do góry